Kiedyś jak wyrzucono mnie z mojego domu /.....brrr nie chcę pamiętać tego czasu.../ to po przejściach i kilku walkach znalazłam bezpieczną przystań w ogródku mojej pani. Byłam tam bezpieczna. Pani przychodziła głaskała, karmiła, a ja mruczałam i wdzięczyłam się. Ale w sumie muszę Wam się przyznać, że pokładałam się wszędzie, przenosiłam z miejsca na miejsce i strasznie, ale to strasznie mi się nudziło. Aż któregoś dnia przyszedł do nas KOT. Ale co to za kot ! Pani od razu zawołała on ma plamy jak żyrafa ! Nazwiemy go Zebra , wprawdzie nie wiem co ma żyrafa do zebry, ale ja mała jestem i co ja tam wiem....
Zebra był kotem najdzikszym z dzikich - hm cóż za wyzwanie dla młodej kotki. Postanowiłam się nim zająć. Oswajałam go powolutku, krok po kroku. Udało się ! Malutkimi kroczkami. Zebra najpierw siedział w pobliżu mnie, później już podsypiał pod moim fotelem. Tak po prawdzie mówiąc to fotel był Pani ale jak ona tylko go zwalniałam to zajmowałam go ja. Pani zawsze mówiła o już PODSIADŁO w fotelu ! Jakie podsiadło przecież na mnie Pani Franceska wołała!
O znowu odbiegłam od tematu ale ja przecież kocią kobietką jestem i jak każda kobietka lubię sobie porozmawiać. Pani to czasami mówi o już Bielicka się włączyła, nie wiem o co jej się rozchodzi ale przecież muszę jej wytłumaczyć i wymiałczeć o co mi się rozchodzi. Usłyszałam kiedyś, że gadatliwym kotem jestem... no jestem i już!
A a o czym ja to mówiłam? Mmmm już wiem ! Jak oswajałam Zebrę! Jak już jedliśmy z jednej miski - sprawiedliwie kąsek ja kąsek On to pokazałam mojemu koledze, że ludzie wcale tacy źli nie są. Nauczyłam go wchodzić do altanki i siedzieć sobie w ciepełku, oraz że głaskanie to bardzo fajna sprawa.
Długo też trwało
zanim Zeber wskoczył na fotel. Co go naprosiłam, kusiłam i kusiłam aż w końcu mi
się udało. Wskoczył i już zawsze siedzieliśmy razem. Praktycznie byliśmy
nierozłączni. I nie uwierzycie ale mój przyjaciel Zeber postanowił
zaufać mojej Pani i wskakiwał jej na kolana. Jak on się z tego głaskania
i przytulania cieszył i mruczał takim głosem......oj jak on męsko
mruczał.
Aż któregoś dnia usłyszałam jak pani mówiła.... musimy koniecznie koty zabrać bo znowu ktoś je truje. Tak znalazłam się u mojej Pani w domu ! Z tego co moje uszy usłyszały Zeber zniknął. Mam nadzieję, że nic mu nie jest.
