Czy też tak macie,że naraz ogarnia Was niesamowita chęć robienia. Ręce świerzbią z nudów i trzeba szybciutko wziąć się do nowej robótki.Ja czasami tak mam i wtedy powstają rzeczy których zazwyczaj nigdy nie kończę. Tak było i ze sweterkiem, który właśnie został spruty. Kiedyś go robiłam bo coś trzeba było robić. Teraz został spruty bo właśnie znowu ogarnęła mnie chęć dziergania, a nie było innej włóczki pod ręką.Zaczęta chusta strzałka musiała być już natychmiast robiona, a tutaj zabrakło wełenki.Kupić i czekać aż przyjdzie- nie to za długo,musiałam coś wymyślić. Wtedy to przypomniałam sobie o starej robótce.Popatrzyłam - no cóż coś nie bardzo to pasuje do siebie ale ręce muszą coś robić to pomykamy dalej.
Ufok wyciągnięty i Franciszka już się szykowała do przejęcia go na swoje legowisko.Staroć musi być bo zdążyłam zapomnieć co to za włóczka była.
Strzałka
cosik wygląda dziwnie z tymi kolorami i albo spruję i dokupię właściwą
wełnę albo zostanie niedokończona robótka,czyli kolejny ufok.
Oj kiedy to było gdy robiąc KOMINY DWA obiecałam sobie iż też sobie zrobię. No jak zwykle szewc bez butów chodzi, to i ja jeszcze na własny komin sobie poczekam.Ten szaliczek powstał podczas urlopu spędzanego w ciut cieplejszych rejonach. Znalazłam ciepełko i grzejąc się w promieniach słonecznych pracowałam rękami. Robótki szybko przybywało, druty 12mm i gruba włóczka Alize Maxi Flower kolor 5076 zrobiły swoje. Opatulacz tym razem był dla mniejszej osoby to i musiał być krótszy.
Metoda prosta 1ob,1l,1p,1l,32p,1l,1p,1l,ob - razem 40 oczek.Potrzebne dwa motki, po wyrobieniu których pracę zszywamy i zostaje nam tylko przeciągnięcie kwiatuszków na właściwą stronę.
Czy byliście w Kołobrzegu po tzw sezonie urlopowym? Mi się to raz zdarzyło i muszę powiedzieć jest to całkiem inny wypoczynek. Były spacery,spacery,spacery. Pogoda nieplażowa to plaże puste, można było w ciszy wędrować brzegiem ile się chce. Gdy nadmorskie spacery się już znudziły to włóczęga po mieście pokazała całkiem inne oblicze miejscowości. Bo cóż się okazało - KOŁOBRZEG to miasto wieżowców, których wcale nie widać przechadzając się deptakiem. Miałam wrażenie iż moja aglomeracja licząca jakieś 25000 osób więcej ma ich o wiele mniej. Zauroczyła mnie również roślinność, bardzo urozmaicona i w umiejętny sposób skomponowana.
Zdjęcia pochodzą z rożnych wizyt w tym uroczym miejscu.
Wzór ten wykorzystałam już do zrobienia "Złotej Czapki" TUTAJ . Jak przy złotej czapce włóczka była grubsza tak przy "Falującej" bardziej cienka. Muszę przyznać iż jednak grubość włoczki w tym wzorze ma znaczenie, a przynajmniej w tym przypadku. Wykorzystana DROPS Delight 06 oraz DROPS Flora 02 były stanowczo za cienkie. Przy drutach 3mm robótka się ciągnęła i dłużyła. Chociaż muszę stwierdzić iż czapka wyszła ładniejsza niż na zdjęciu.
Nie wiem jaka pogoda jest u Was - czy macie śnieg jest pięknie i biało, czy też jest zimno i buro. Miałam już dość bylejakości dnia powszedniego. Postanowiłam wziąć się w garść i odprawić napływające czarne myśli.Trzeba było zmienić monotonię. Dawno nie miałam ferii bo to dzieciaki już dawno przestały być szkolne, ale byłam uparta i w tym czasie tydzień wolnego z pracy dostałam. Pojechałam jakieś 1000km na zachód i można powiedzieć, że warto było. Ciepłem promieni słonecznych i widokiem budzącej się roślinności naładowałam sobie akumulatory. Takim to sposobem znowu będę miała dwie wiosny. Wprawdzie nie taką kolorową jak pokazywałam TUTAJ ale zawsze długo wyczekiwaną.
Przed wyjazdem zdążyłam zakupić włóczkę na kolejny czwarty już komin. Powstawał on gdy grzałam się w promieniach słońca - ale o tym będzie następny post.